BOTANIKA CISZY. Ewangelia grudniowych roślin.
- Paulina Hańczewska
- 5 gru 2025
- 6 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 6 gru 2025

„Głośniej niżli w rozmowach Bóg przemawia w ciszy. I kto w sercu ucichnie, zaraz Go usłyszy.” Adam Mickiewicz
Grudzień uczy człowieka milczeć. Śniegi zasłaniają pola, a wiatr przechodzi przez gałęzie jak przez struny pozbawione dźwięku. Ziemia składa dłonie jak do modlitwy, pod białym welonem ciszy. Wtedy świat ma inną mowę. Nie słychać ptasiej pieśni, nie ma zapachu kwiatów, umilkły dźwięki lata. A jednak w grudniu rozlega się najgłębszy Głos. W grudniu przemawia Bóg — z ciszy, której ciemność nie potrafi zagłuszyć.
W Ewangelii Janowej czytamy:„A światłość w ciemności świeci, a ciemność jej nie ogarnęła.” (J 1:5) To zdanie nie jest tylko metaforą wcielenia. To jest również logika grudniowych roślin: tego, co trwa w ciemności, żeby przynieść światło, kiedy człowiek najbardziej go potrzebuje. Latem słychać muzykę natury — kwiaty wibrują kolorem jak dźwiękiem, zioła pachną życiem nagrzanym słońcem, a pszczoły niosą w powietrzu rytm stworzenia. Tymczasem rośliny zimy mają naturę psalmów: nie stają na rynku, lecz w kącie Groty — ciche, pokorne, lecz pełne mocy. Są jak Maria, która rozważała wszystko w swoim sercu (Łk 2:19), nie w słowach.

Sosna — drzewo ciszy i wierności
Iglaste drzewo jest pierwszą Ewangelią zimy. Nie zrzuca szaty, nie zmienia koloru, nie oddaje życia w ręce mrozu. W lesie grudniowym sosna stoi jak ikonostas — jej igły skierowane ku Niebu przypominają psalm:
„Jak cedr na Libanie się rozrasta” Ps 92:13
Żywica sosny jest modlitwą drzewa. Gdy pnie pękają od mrozu, żywica wypływa jak światło zaklęte w bursztynie. Mnisi na północy Europy zbierali ją jak „miód zimy” — rozcierali jej krople palcami, wiedząc, że to, co służy ranom natury, służy również ranom człowieka. W grudniu żywica pachnie jak Adwent: balsamiczna, żywa, ciepła. To głos, który nie potrzebuje słów.
Jałowiec — strażnik nocy

W głębi zimowych nocy jałowiec stawał się ich kadzidłem — ubogim w formie, bogatym w zapach. Gdy w domach nie było królewskich darów, wystarczała gałązka o granatowych jagodach żarząca się nad glinianą misą. W jego dymie świat stawał się lżejszy, a powietrze czystsze. Stare kroniki mówią, że w domach nad kołyskami dzieci zawieszano gałązkę jałowca, jako znak straży nad snem. Nieprzypadkowo właśnie w grudniu Kościół czyta proroctwa, w których mały, ukryty początek ma zmienić świat:
„Wyrośnie gałązka z pnia Jessego, a latorośl z jego korzeni przyniesie owoc. Duch PANA spocznie na Nim: Duch mądrości i rozumu, Duch rady i mocy, Duch poznania i bojaźni PANA.”(Iz 11,1-2)
Jesse był ojcem króla Dawida, a proroctwo mówi, że Mesjasz narodzi się z jego rodu.„Pień Jessego” oznacza dynastię, która wydaje się ścięta i wygasła — jak drzewo pozbawione blasku. Izajasz widzi jednak, że pod suchą korą tli się ukryte życie: z martwego pnia wyrasta mała gałązka, zapowiedź nowego królestwa. Tą gałązką jest Jezus — Maleńkie Dziecko w grocie, niepozorny początek odnowy, która przychodzi tam, gdzie nikt się już nie spodziewał życia. Jałowiec przypomina, że małe rzeczy strzegą wielkich tajemnic.
Tatarak — roślina przejścia i pamięci

Gdy ziemia zamarza, korzenie są jak księgi zamknięte lodem. Ale tatarak przechowuje w sobie pamięć wody — pamięć ruchu, nawet gdy tafla jest nieruchoma.
Korzeń tataraku ma zapach jaskrawy i głęboki — jakby w środku zimy ukrywało się lato. To dlatego starożytni lekarze mówili, że „rozjaśnia głowę” w mrozie, a według klasztornych zielników wspiera soki trawienne.
W tradycji monastycznej tatarak był ziołem żołądka i nastroju. Mnisi wiedzieli, że to, co boli w ciele, często zaczyna się od utrudzonego trawienia, zmarzniętego brzucha i myśli, które ciągną człowieka w dół. Dlatego w tekstach z XII i XIII wieku obok tataraku zapisano: „skutek jego jest podnoszący”. Nie chodziło tylko o ciało, ale o ducha człowieka – jego jasność i siłę do życia.
W klasztorach Renu mówiono też, że tatarak leczy „smutek żołądka”, bo dawni medycy widzieli związek między trawieniem a stanem ducha. Dolegliwości, które miały swój początek „od żołądka”, obejmowały nie tylko bóle brzucha czy wzdęcia, lecz także melancholię, przygnębienie i znużenie.
W sensie duchowym tatarak jest jak Chrzest Jana nad Jordanem: zanurzenie w wodzie, które daje początek nowemu życiu. Tatarak wyrasta z zimnej wody, a jego korzeń niesie ciepło — tak jak chrzest wprowadza ogień ducha w miejsce, które wydawało się martwe.
W grudniu woda i ogień spotykają się w jednym zielu — w korzeniu, który pamięta.
Oman — światło ukryte w ziemi

Żółty kwiat omanu nie kwitnie w grudniu — został dawniej, w letnich dniach. Ale jego korzeń pełen światła spoczywa pod śniegiem jak tabernakulum ziemi.
Dioskurydes pisał, że pomaga „przy ciężkości piersi” — jakby promień słońca, który przebija mgłę. W medycynie mnichów był winem zimowego serca — korzeniem, który rozgrzewa melancholię. To jest Ewangelia zimy: światło nie musi świecić na powierzchni. Może świecić w ukryciu, jak Dziecię w grocie, zanim zobaczą je królowie.
„Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, przychodzącego na świat” (J 1:9). A potem ta światłość przyszła — nie w południe roku, lecz w jego najdłuższą noc.
W Biblii noc jest czasem działania Boga. Nie wtedy, gdy człowiek działa, lecz wtedy, gdy zasypia i oddaje kontrolę. Właśnie wtedy Bóg działa suwerennie — bez ludzkiej zasługi, projektu, planu. Najważniejsze chwile zbawienia dzieją się w nocy: noc Przymierza z Abrahamem, noc Paschy,noc Narodzenia, noc Zmartwychwstania.
Bóg działa, choć człowiek tego nie dostrzega. To jest język łaski — i wezwanie wiary.
Bo światło jaśnieje tam, gdzie nie ma światła ludzkiego. Gdy przyjdzie w południe, nikt go nie zobaczy. Gdy przyjdzie w nocy — rozrywa ciemność.
„Światłość w ciemności świeci, a ciemność jej nie ogarnęła” (J 1:5).
Jan nie mówi:„Światłość świeci w jasności”. Mówi: „w ciemności”. To jest zasada Ewangelii: Bóg wybiera tło, które pozwala zobaczyć Jego działanie. Dlatego — noc.
Mickiewicz napisał: „I kto w sercu ucichnie, zaraz Go usłyszy.”
Zima ma własny brewiarz — zapisany żywicą na korze drzew, szeptem gałęzi, światłem zatrzymanym w igłach. Grudzień jest jak pustynia w białej szacie — i dlatego właśnie w grudniu Bóg mówi najbardziej wymownie. Nie przez dojrzałe kłosy i stragany pełne owoców, ale przez żywicę wyciekającą z ran drzewa, jagodę, która niesie kolor wbrew zimie, zapach dymu nad lampą oliwną. To jest teologia ciszy. Bóg mówi w grudniu ciszej — i dlatego Jego słowo wybrzmiewa w człowieku najwymowniej. Bo łatwiej jest usłyszeć, kiedy nic nie brzęczy — nawet nasze własne myśli.
Grudzień — lekcja światła

Gdy patrzymy na zimę jak botanik — widzimy spoczynek, widzimy sen, widzimy prozę życia. Gdy patrzymy jak teolog — widzimy tajemnicę, widzimy drogę: to, jak życie schodzi w dół, do korzeni. Grudniowe rośliny mówią:
życie zaczyna się w głębi,
lekarstwo dojrzewa w ukryciu,
świętość wybiera ciszę.
Drzewo pod śniegiem, krzew w mrozie, korzeń pod lodem — to małe przypowieści o Bogu, który przemawia nie w huku grzmotu, lecz w „szmerze łagodnego powiewu” (1 Krl 19:12):
1 Księga Królewska 19:11–12
(11) Wtedy powiedział: Wyjdź i stań na górze przed PANEM. A oto PAN przechodził, a potężny, gwałtowny wiatr rozdzierał góry i kruszył skały przed PANEM, ale PAN nie był w tym wietrze. Po tym wichrze było trzęsienie ziemi, ale PAN nie był w trzęsieniu ziemi. (12) Po trzęsieniu ziemi był ogień, ale PAN nie był w ogniu. Po ogniu był cichy powiew.
„kol demamah dakkah” (קוֹל דְּמָמָה דַקָּה) to oryginalne hebrajskie słowa z 1 Księgi Królewskiej 19:12— dosłownie „głos subtelnej ciszości”,co angielskie przekłady oddają jako „still small voice”,a niekiedy „gentle whisper”.
Stare komentarze używały „szmer łagodnego powiewu”
To jest cały fundament duchowości prorockiej:
Bóg objawia się nie w tym, co głośne, ale w tym, co delikatne.
W judaizmie to zdanie jest sercem modlitwy, bo pokazuje, że Bóg przychodzi w ciszy — i właśnie tak przyszedł w Betlejem. To najbardziej niezwykłe wyrażenie Biblii: głos, który jest ciszą, i cisza, która przemawia - jak Jezus, który przyszedł na świat w nocy,gdy gwiazdy stały wysoko, jakby czuwały nad snem stworzenia. W tej godzinie sens spada cicho na ziemię, jak śnieg przykrywający ślady dnia. Narodziny są ukryte. Tak samo jak korzeń omanu, żywica sosny, jagoda jałowca, kłącze tataraku —wszystko, co ma moc, zaczyna się niepozornie, w głębi, w ciszy. Tak działa natura. Tak działa łaska. Tak działa Bóg.
„Królestwo Boże jest w was” (Łk 17:21)— nie na rynku, nie w zgiełku słów,lecz w cichym wnętrzu serca...
Jeśli człowiek wejdzie w grudniowy las i zatrzyma oddech, usłyszy to, o czym pisał Mickiewicz: Bóg przemawia w ciszy. W grudniu cisza jest księgą leczenia — sens ukryty w korzeniu, mądrość zebrana w żywicy. Rośliny grudnia są jak świece w pustym kościele, milkną jak modlitwa, ich siła schodzi do korzeni, ich działanie rodzi się w ukryciu, stoją jak świadkowie Adwentu — u progu światła. Sosna, jałowiec, tatarak, oman — to Ewangelia napisana roślinami. Ewangelia mówi: Miłość przychodzi tak, jak światło w grudniu —mała i cicha, a jednak silniejsza niż najgłębsza ciemność. A kto w sercu ucichnie, zaraz usłyszy —że w zimie jest życie,którego świat się nie spodziewał.
Paulina Hańczewska – duchowna Ewangelicznego Zakonu Braterskiego.
Homeopatka, naturoterapeutka, zielarka i psychotraumatolog.



Komentarze